IPB

( | )

 
Reply to this topicStart new topic
> Hospicjum to nie umieralnia
V
b.angel
11.03.2009, 22:40
#1


Guru na forum


Zespó? Amazonki NET
4,849
26-06 07
gród nad mleczn?
9
Numer GG: 5536919



Hospicjum to nie umieralnia

Carol Midgley

Prawdziwym celem hospicjów jest pomóc ludziom godnie do?y? ?mierci. Hospicjum jest miejscem mi?o?ci, a nie ?mierci.

Wszyscy dobrze wiemy, co pomy?leli?my, kiedy Jade Goody przyj?to do hospicjum: „To ju? koniec gry - kiedy kto? trafia do jednego z tych miejsc, to ju? nigdy z niego nie wyjdzie.”

To prawda, ?e osoby przyjmowane do hospicjum znajduj? si? w terminalnym stadium choroby, ale ma?o kto wie o tym, ?e ponad po?owa z nich wraca do domu. (Goody zamierza?a zrobi? tak samo, ale zosta?a przeniesiona do szpitala z powodu konieczno?ci wykonania pilnego zabiegu operacyjnego. Znajduje si? ona w swoich ostatnich dniach walki z rakiem szyjki macicy, a w sobot? w szpitalu Royal Marsden przyj??a wraz z synami sakrament chrztu w szpitalnej kaplicy).






Ludzie nie s? przyjmowani do hospicjum tylko po to, by mogli tam umrze?. Przyjmowani s?, by zwalcza? ból, zapewni? im opiek? w ci?gu dnia lub da? ich opiekunom odpocz??. ?redni czas pobytu w hospicjum wynosi 13 dni. Jednak te szczegó?y cz?sto gin? po?ród naszego l?ku przed s?owem „hospicjum”, poniewa? postrzegamy je jako sygna?, ?e nie ma ju? nadziei.

Dlatego w?a?nie socjolog Ann Richardson napisa?a ksi??k? „?ycie w hospicjum” (ang. „Life in a Hospice”), aby rzuci? nowe ?wiat?o na t? jedn? z najmniej znanych, a maj?cych tak wielkie znaczenie us?ug medycznych.

Richardson wyja?nia, ?e si?? nap?dow? stoj?c? za opiek? hospicyjn? czy paliatywn? jest ch?? „przemiany do?wiadczenia umierania”. Tak naprawd? ruch ten jest postrzegany przez wielu z nas jako jedna z najwi?kszych spo?ecznych innowacji minionego stulecia. Tony Benn, który napisa? pos?owie do ksi??ki Richardson, wyja?nia: „Im wi?cej my?l? na temat ruchu hospicyjnego, tym bardziej wydaje mi si?, ?e nie chodzi w nim o to, by godnie umrze?, ale by godnie ?y? a? do ?mierci. Hospicja kochaj? ?yj?cych a? do momentu, kiedy umieraj?”.

W ubieg?ym roku Paulowi Lydonowi ze Swindon po postawieniu rozpoznania raka jelita grubego oznajmiono, ?e zosta?o mu 12-18 miesi?cy ?ycia. Kiedy piel?gniarka zasugerowa?a by skontaktowa? si? z miejscowym hospicjum Prospect – pocz?tkowo opiera? si? temu pomys?owi. - Pomy?la?em, ?e czeka mnie tam tylko ?mier? i przygn?bienie – wspomina. - Powiedzia?em wtedy: „Niech to szlag, nie jest ze mn? a? tak ?le, ?ebym tam szed?”.

Ale odk?d w maju zacz?? ucz?szcza? tam jako pacjent dzienny i dwa razy zosta? przyj?ty by jego bliscy mogli nieco odpocz??, jego pogl?dy uleg?y zmianie. - To nie jest ?mier? i przygn?bienie. To jasne, radosne i pe?ne ciep?a miejsce. Dla ludzi, którzy tam pracuj? nic nie jest za du?ym k?opotem – mówi. Dzi?ki pomocy hospicjum pisze cotygodniowego bloga dla miejscowej gazety.

56-letni Lyndon co tydzie? uczestniczy w terapii zaj?ciowej i uczy si? radzi? sobie z m?czliwo?ci?. Tak jak Goody zosta? przyj?ty na leczenie przeciwbólowe oraz by przy okazji da? odpocz?? sobie i swojej ?onie. Wie, ?e kiedy przyjdzie jego czas, chce uda? si? w?a?nie tam. - Z ca?? pewno?ci?. Otrzyma? mo?na tam nie tylko opiek?, ale pe?n? profesjonaln? pomoc – zapewnia. Wszystkim, którzy maj? jakiekolwiek obawy, by skorzysta? z hospicjum radzi: - Mo?e nie jest to rozwi?zanie dla wszystkich, ale trzeba przynajmniej i?? i si? przekona?.


Richardson przeprowadzi?a wywiady z personelem: od piel?gniarek po szefa wolontariuszy w dwóch hospicjach. Po ?mierci bliskiego przyjaciela przez cztery lata pracowa?a jako wolontariuszka w hospicjum w Londynie.

- Od chwili, gdy wesz?am poczu?am, ?e panuje tam wspania?a atmosfera – wspomina. - By?o tam tak spokojnie. Uderzy? mnie ten ogrom okazywanego cz?owiecze?stwa i opieki – troska w najlepszym wydaniu, ludzie robi?cy dla innych to, co najlepsze. Hospicja nie wydaj? si? by? miejscami ?mierci, ale mi?o?ci. Gdybym by?a nieuleczalnie chora, chcia?abym trafi? do jednego z nich i chcia?abym tego samego dla moich bliskich.

W przeciwie?stwie do szpitala, nie ma tam surowej dyscypliny ani fartuchów. Je?li pacjenci chc?umrze? w domu, to robi si? wszystko, by tak si? sta?o. Je?li kto? ma ochot? na piwo, chce wzi?? ze sob? zwierzaka albo po raz ostatni wyk?pa? si? w ?rodku nocy, to mo?e to zrobi?. Niektóre piel?gniarki mówi?, ?e wol? pracowa? w hospicjum, poniewa? pozwala to okaza? odrobin? cz?owiecze?stwa, co cz?sto nie jest mo?liwe w nat?oku szpitalnej pracy. Starsza piel?gniarka wspomina m??czyzn?, którego przyj?to do hospicjum po tym, jak odmówiono mu leczenia szpitalnego jamy ustnej. - Krwawi? z ust – wspomina. - Zapyta?am, czy chcia?by ok?ad z lodu, a on spojrza? na mnie, jakbym by?a anio?em, poniewa? nikt dot?d mu tego nie zaoferowa?.

W ksi??ce Richardson asystent opieki zdrowotnej wyja?nia l?k, z którym twarz? w twarz staje wiele osób: - Wielu pacjentów i wiele rodzin naprawd? bardzo si? boi. Cz??ci? naszej pracy jest powitanie ich w drzwiach i wtedy mo?na zobaczy? absolutne przera?enie. Dlatego trzymamy ich za r?ce, dajemy mo?liwo?? kontaktu z innym cz?owiekiem i wspó?odczuwamy.

W Wielkiej Brytanii jest 245 hospicjów – wi?kszo?? dla osób doros?ych, a cz??? wy??cznie dla dzieci. Dzia?aj? one w du?ej mierze na zasadach wolontariatu i tylko niewielka cz??? ich ?rodków pochodzi z Narodowego Funduszu Zdrowia. W Anglii ?redni poziom finansowania przez rz?d wynosi 31 procent w przypadku hospicjum dla doros?ych oraz 15 procent w przypadku hospicjów dla dzieci – reszt? stanowi? ?rodki charytatywne.

Co roku opiek? w nich otrzymuje ?wier? miliona pacjentów, którymi zajmuje si? 100 000 wolontariuszy. A wsparcie okazywane osobie umieraj?cej jest bezcenne. Jak ujmuje to organizacja dobroczynna Help the Hospice, wolontariusze „dodaj? ?ycia dniom, nawet je?li dni nie mo?na ju? doda? do ?ycia”.

Jak mówi jedna z piel?gniarek w ksi??ce Richardson: „Ja widz? to tak: tutaj masz tylko jeden strza?. To jak w po?o?nictwie, nie mo?na si? cofn?? i zrobi? czego? jeszcze raz. Ludzie umieraj? tylko raz i trzeba wszystko zrobi? jak nale?y”.


Piel?gniarka posz?a po pracy do McDonald’sa, by kupi? mojemu m??owi milkshake’a

Jane Knight

To naprawd? brzmia?o jak ostatni gwó?d? do trumny, kiedy przedstawiono nam szczegó?y dotycz?ce miejscowego hospicjum, ale mój m?? François by? zdecydowany – mo?e i by? w terminalnym stadium raka skóry, ale nie zamierza? umrze? ani tam, ani w szpitalu. Wybra? spokojny dom moich rodziców na wyspie Wight, by do?y? ko?ca swoich dni. S?dzili?my, ?e nie potrzebujemy hospicjum. Jak bardzo si? mylili?my.

Bez pracowników znajduj?cego si? na wyspie hospicjum Earl Mountbatten, którzy pomogli nam we wszystkim - od zdobycia ?ó?ka szpitalnego po codzienne wizyty reguluj?ce za?ywanie leków - ostatnie ?yczenia Françoisa nigdy nie zosta?yby spe?nione.

Kiedy przechodzili?my przez te ostatnie miesi?ce, próbuj?c ?y?, a nie czeka? na ?mier?, gdy François dyktowa? swoje surrealistyczne listy „Rzeczy do zrobienia przed ?mierci?” i „Rzeczy do zrobienia dla Jane po mojej ?mierci”, pracownicy hospicjum przenikali nasze ?ycie i byli zawsze, kiedy ich potrzebowali?my, a odsuwali si? w cie?, gdy by?o lepiej.

Byli ró?ni wolontariusze. Fryzjer, do którego si? udali?my, bo François nie chcia? szokowa? salonu przy g?ównej ulicy swoimi guzami na g?owie. Albo Shella, kto? w rodzaju uzdrowicielki, która k?ad?c r?ce na moim m??u w czasie medytacji zdawa?a si? dodawa? mu si? tych fizycznych i umys?owych.

By? te? zespó? piel?gniarek z hospicjum, którym przewodniczy?a wiecznie u?miechni?ta Jill, dobrze wiedz?ca jak poradzi? sobie z sytuacj?, kiedy przynosi?a „podarki” w postaci taboretu do golenia jednego dnia czy komody drugiego, mówi?c, ?e François mo?e ich nie potrzebowa?, ale ona postawi je w rogu tak „na wszelki wypadek”.

Opieka paliatywna w tym wypadku obejmowa?a tak?e piel?gniark?, która po pracy pojecha?a do McDonald'sa, by kupi? Françoisowi milkshake’a, gdy mia? problemy z jedzeniem a tak?e dyrektora medycznego, który po?wi?ca? mu godziny a nie minuty, upewniaj?c si?, ?e obydwoje czujemy si? tak dobrze jak jest to mo?liwe.

Kiedy zwariowali?my na tyle, by zrobi? sobie przerw? we Francji, gdzie François naprawd? si? rozchorowa?, to zespó? z hospicjum podpowiedzia? mi jak zmieni? mu lekarstwa, a na nasz powrót do domu moich rodziców czekali wyszkoleni i cierpliwi lekarze. I zawsze byli pogodni.

W dzie?, kiedy umar? François, zwróci?am si? od jednej z piel?gniarek, która by?a z nami: - Nie wiem, jak to robicie, to musi by? bardzo trudne codziennie mie? do czynienia ze ?mierci?. Jej twarz poja?nia?a i odpowiedzia?a: - Mam najlepszy zawód na ca?ym ?wiecie – pomagam ludziom umiera? tak, jak sobie tego ?ycz?.




?ród?o: The Times





--------------------




.... przewróci?o si?, niech le?y ....
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Ella
11.03.2009, 23:26
#2


Guru na forum


Wspiera forum
1,842
7-11 07
Lubuskie
85
Numer GG: 4100022



Dzi?kuj?, Anio?ku, za artyku?y o hospicjum.
Pisa?am ju? w swoim w?tku, ?e hospicjum nie jest takie straszne, jak si? niektórym wydaje.
Teraz, gdy prawie codziennie tam bywam, widz? wiele pozytywów tego miejsca.
Tam si? godnie ?yje...


--------------------
Jeste?my sprawcami czynów, które spe?niamy, a nie narz?dziami ró?nych si?.
(Leszek Ko?akowski)
Go to the top of the page
 
+Quote Post

Reply to this topicStart new topic

 

: · ·

· · ·

: 29.03.2020 - 7:14