IPB

( | )

 
Reply to this topicStart new topic
> ?mier? to ?aden wstyd
V
Mamotsa
21.03.2009, 17:18
#1


Guru na forum


Wspiera forum
1,098
25-06 07
Niebieskie Migdaly
2



"Niech pan nie epatuje czytelnika ?mierci?, zasad? bowiem hospicjum jest nie tyle godne umieranie, co raczej godne ?ycie... a? do ko?ca"

?mier? to ?aden wstyd

Nieca?e pi??set metrów za Centrum Onkologii na warszawskim Ursynowie przy ul. Pileckiego 105 niedu?y dom, ni to willa, ni kapliczka, w?a?ciwie niewiele osób wie, co kryj? mury tego stoj?cego nieco na uboczu budynku. Hospicjum onkologiczne dla pacjentów w terminalnej fazie choroby nowotworowej istnieje ju? od ponad roku...

Weso?y domek z domow? atmosfer?

Hospicjum ?wi?tego Krzysztofa to pierwsze w Polsce hospicjum zaprojektowane w?a?nie w tym celu i z tym przeznaczeniem. Wszystkie inne mieszcz? si? w starych, adoptowanych budynkach, czasem przy klasztorach. To za? zosta?o postawione od podstaw w?a?nie po to, aby mogli tu przebywa? ?miertelnie chorzy ludzie. Budowa trwa?a dwa lata. Na tablicy informacyjnej widnia? napis "ludzie dla ludzi". Sam architekt, projektant budynku in?ynier Maliszewski powiedzia? kiedy? na zebraniu, ?e to taki "weso?y domek", troch? jak willa, ma w sobie jednak tak?e pewne elementy sakralne. Brama wjazdowa, murek. Wokó? budynku alejka z kostki, trawniczki, krótko przystrzy?ona trawa, troch? ju? po?ó?k?a, w ko?cu przecie? ju? jesie?. Przed wej?ciem kilka ci?gle jeszcze ma?ych drzewek - azalie (jedna posadzona przez p. J. Kwa?niewsk?), cisy i inne. Kilka ?adnych latarenek z bia?ymi kloszami. Przed drzwiami dwie ?aweczki z jasnego drewna. Wszystko zadbane, da si? odczu? sprawn? r?k? gospodarza. "Kiedy? powstanie tu pi?kny ogród. Na razie ci?gle jeszcze ma?o pieni?dzy" - marzy prezes dr Szaniawski.

W ?rodku czysto i schludnie, jednocze?nie bardzo nowocze?nie. Gra telewizor, kilku pacjentów siedzi z rodzinami przy ?adnych stoliczkach, rozmawiaj?. Du?o ro?lin, bujnych, zielonych, prawdziwych w donicach podarowanych przez Centrum Onkologii. Na ?cianach obrazy, na pó?kach ksi??ki. Pacjenci znajduj? si? zarówno na parterze jak i na pi?trze. Pokoje s? w wi?kszo?ci dwuosobowe - tak chcieli chorzy, jest te? kilka jedynek, jedna trójka. W ka?dym pokoju toaleta. Razem dwadzie?cia trzy ?ó?ka. Chorzy maj? tu zapewniony komfort, o jakim nie mogliby marzy? w szpitalu: posi?ki w dowolnych porach, odwiedziny w dowolnych porach, rodzina mo?e przyprowadzi? psa, kota, przynie?? kwiaty i cukierki. "Je?eli pacjent chce to mo?e sobie i w ?ó?ku zapali? papierosa - przecie? i tak mu nie zaszkodzi bardziej. W którym szpitalu tak mo?na?" - pyta dr Szaniawski. Bo rzeczywi?cie to hospicjum to nie ?aden szpital. Tu nie leczy si? pacjentów, tu si? nimi opiekuje.

Tutaj nie s?ycha? bólu

"Ka?dy trafia tu inaczej" - mówi pacjentka, kobieta w ?rednim wieku. Zjada j? rak. "Ja nie mog?am ju? chodzi?. W domu chora matka, nie by?o warunków, wi?c przywieziono mnie tutaj". "Tutaj" - mówi? pacjenci - "jest nam dobrze". Personel bardzo w porz?dku, czasem tylko troch? nudno, ale jako? sobie radz?. Zawsze mo?na si? czym? zaj??. Jedna pani przyszywa?a guziki, haftowa?a, robi?a zak?adki do ksi??ek. "Teraz du?o czytam - to i czas jako? szybciej leci" - w r?ku trzyma ksi??k? ksi?dza Mali?skiego "Nie bój si?" - "Córka mi przynios?a, podobno jak si? du?o przeczyta takich religijnych ksi??ek to mo?na wyzdrowie?". Chorzy zdaj? sobie spraw? dlaczego tu s?, wci?? maj? jednak nadziej?, bo... nikt im jej nie odbiera. "Trzeba wyzdrowie?, si? nabra? i wtedy wszystko b?dzie inaczej" - mówi malarka, pacjentka hospicjum. Dzi? ju? nie maluje, bardzo s?abo widzi.

Pacjenci rozmawiaj? ze sob?. Kilka osób mo?e chodzi?, ci s? odpowiedzialni za rozmow? z tymi, którzy le??. " Zdrowsi pomagaj? tym, którzy s? w bardzo z?ym stanie" - mówi lekarz prowadz?cy. Podobnie personel. W?a?ciwie nie ma pokoju socjalnego. Du?o m?odych, piel?gniarki, jeden piel?gniarz. Czasem robi? ciasto dla swoich podopiecznych. To ju? prawie taki zwyczaj. Jak uporaj? si? ze wszystkim, to po prostu siadaj? przy ?ó?ku chorego i gaw?dz? - wszystko jedno o czym - pacjenci tego potrzebuj?. Do wi?kszo?ci podopiecznych przychodzi rodzina lub znajomi, bliscy przyjaciele. Z niektórymi siedz? 24 godziny na dob?. Jak chory zasypia sami te? mog? znale?? cichy k?t w specjalnie przygotowanych na ten cel pokojach. S? jednak i tacy, którymi rodzina zaczyna si? interesowa? dopiero po ich ?mierci, bo mieszkanie przepadnie... "S?siadem jestem ju? od dwudziestu lat. Jak si? okaza?o, ?e potrzebna pomoc, to pomagam" - mówi m??czyzna w ?rednim wieku opiekuj?cy si? jedn? z chorych - bezinteresownie. "By?y dni, ?e nie dawa?em rady" - przyznaje. Wci?? jednak jest, siedzi na krze?le przy ?ó?ku starszej pani. "Jeszcze herbatki pani Zosiu?" - dopytuje si?... "Ja jestem tu ju? od pó? roku, m?? nie dawa? rady, ale codziennie przychodzi... i syn te? ...z rodzin? i wnuczkiem. Mateusz ma 4,5 roku - a jaki m?dry" - mówi inna pacjentka.

W wi?kszo?ci pacjenci nie cierpi?. Dostaj? leki przeciwbólowe, jak trzeba nikt im nie ?a?uje morfiny. Piel?gniarki dbaj?, aby ka?dy mia? sucho i czysto, aby jad?, a je?eli ju? sam nie mo?e, to karmi? lub ewentualnie pod??czaj? kroplówki. Nikt nie musi ?ebra? o czyst? po?ciel. Pacjenci s? u?miechni?ci, cz?sto mimo ?wiadomo?ci zbli?aj?cego si? ko?ca. Prof. Kuratowska powiedzia?a kiedy?: "Tutaj nie s?ycha? bólu". I rzeczywi?cie. ?mier? nie jest tu wynaturzeniem. Je?li przyjdzie, nie chowa si? cia?a za parawan. Nie przeprowadza si? tak?e reanimacji, nie ma sekcji zw?ok. "Godzimy si? ze ?mierci?, nie przed?u?amy sztucznie ?ycia ani nie przyspieszamy ko?ca. Najwa?niejszy jest pe?en komfort chorego. Jak chce, to mo?e przyprowadzi? nawet ró?d?karza. Czasem to pomaga. Je?eli rodzina wykombinuje jaki? cudowny lek i sprowadzi go z Ameryki, to niech pacjent go przyjmuje, nawet je?eli nie zosta? on jeszcze zarejestrowany w Polsce. Robimy wszystko, ?eby by?o im jak najlepiej, tak niewiele im pozosta?o" - mówi lekarz.

Czasem udaje si? chorego podleczy?. Je?eli zlikwiduje si? odle?yny, ustawiona zostanie terapia przeciwbólowa, a chory ma dobre warunki socjalno - bytowe, w?druje do domu. Tu ju? mu nie pomog?, w domu ma rodzin?. Lekarz i piel?gniarka dalej go b?d? odwiedza?... a? do ko?ca.

Lista oczekuj?cych na przyj?cie do hospicjum 10-20 osób, niektórzy na zapas, le??c jeszcze w szpitalu ju? sk?adaj? wnioski. "Nikt nie ma im tego za z?e, je?li tylko mo?e im to przynie?? ulg?" - mówi? pracownicy. Czasem zdarza si?, ?e na oddziale umiera 3-4 osoby na dob?. Przeci?tnie jednak umieralno?? wynosi 60%, dla porównania na oddziale kardiologicznym 50%.

Kaplica wielowyznaniowa

Na pi?trze wydzielone ma?e pomieszczenie. To taka kaplica wielowyznaniowa. Na suficie w odcieniach ?ó?ci i br?zu wymalowane symbole ró?nych religii ?wiata: gwiazda Dawida, menora, pó?ksi??yc, krzy?e greckie, rzymskie, koniczyna szcz??cia. Przechodz? jedne w drugie, splataj? si? ze sob?, ??cz? aby utworzy? jedno??. Nie ma bardziej lub mniej wa?nych. Pomi?dzy symbolami fragment psalmu Dawida w przek?adzie Mi?osza "Czym?e jest cz?owiek, ?e pami?tasz o nim". "U nas miejsce mo?e znale?? ka?dy" - mówi prezes - "niewa?ne jakiego jest wyznania lub czy w ogóle wierzy, nieistotny jest ?wiatopogl?d i przesz?o??, nie gra roli wiek. Je?eli jest chory i potrzebuje pomocy, nasze bramy stoj? dla niego otworem. Je?li trzeba ?ci?gniemy nawet buddyjskiego lam?. Pacjent jest najwa?niejszy". Na parterze malutki pokoik. To kaplica katolicka. Na ?cianie krzy? i ikona Matki Boskiej, ma?y o?tarz, na wieszaku szaty liturgiczne. W ka?d? niedziel? odprawiana jest msza przez ojca salezjanina ksi?dza Franciszka Kami?skiego.

Dwie firmy sprz?taczy, czyli zrozumie? chorego

Gdy dochodzi?o do podpisania umowy na sprz?tanie budynku hospicjum do przetargu wybrano dwie firmy. Wszystko wydawa?oby si? ju? za?atwione, na dniach mia?o doj?? do finalizacji umów, kiedy nagle obie firmy wycofa?y si?, zrezygnowa?y. "?adna z nich nie mog?a znale?? pracowników do sprz?tania budynku, gdzie rodzi si? ?mier?, do sprz?tania umieralni" - mówi prezes Szaniawski - "Nie chodzi o przykry zapach, nie chodzi o brudn? pod?og?. Nikt nie chce patrze? na ?mier?, na cierpienie. A to naprawd? nie jest ?adna umieralnia". W fundacji pracuj? w wi?kszo?ci lekarze i piel?gniarki, czyli personel fachowy zatrudniony tu na etatach z pensj? jak na posadach pa?stwowych. Pieni?dze marne, a stosunek do pracy zupe?nie inny ni? w pa?stwowym szpitalu - co ich trzyma przy fundacji? Charyzma, bo co innego...Wolontariuszy jest niewielu, na pewno mog?oby by? ich wi?cej. Wielu boi si?, nie wie jak nawi?za? kontakt, wi?c nie przychodz?. Trudno dzi? o cz?owieka, który za darmo wykonywa?by kawa? ci??kiej roboty, a przy tym nie ewangelizowa? umieraj?cych, nie poucza?.

Pocz?tki w ma?ym mieszkanku

A wszystko zacz??o si? na prze?omie 89 i 90 roku, kiedy wraz ze wzrostem setek organizacji pozarz?dowych powsta?a i zosta?a zarejestrowana tak?e Fundacja Hospicjum Onkologiczne. Jej za?o?ycielami by?a trójka lekarzy: doc. Hattowska, dr Jarosz i dr Tchórzewska, wszyscy zwi?zani w ten czy inny sposób z onkologi?. Fundacja zacz??a sw? dzia?alno?? - opiek? nad terminalnie chorymi w ich w?asnych domach. Pocz?tkowo siedzib? fundacji by?o mieszkanie doc. Hattowskiej, pó?niej dostali jaki? k?cik w Poradni Przeciwbólowej w Centrum Onkologii, jeszcze potem przenie?li si? do budynku Wydzia?u Biologii UW przy ulicy Banacha. Do pracy powoli przy??czali si? i inni - in?ynier architekt, dwoje prawników, pani Kasia D?bi?ska, obecna przewodnicz?ca Rady Hospicjum, wielka animatorka ruchu hospicyjnego w Warszawie, a tak?e dr Dr??kiewicz - socjolog, znawca ruchu hospicyjnego. Z pocz?tku opiek? domow? obj?tych by?a jedynie garstka chorych, razem mo?e 10 osób w skali roku. O tym do kogo i?? lekarze dowiadywali si? raczej z poczty pantoflowej, fundacja nie by?a jeszcze znana na szerok? skal?. Pierwsze pieni?dze pojawi?y si? na prze?omie 91/92 roku. Pochodzi?y one od Gminy Mokotów i O?rodka Pomocy Spo?ecznej. Podpisany zosta? pierwszy kontrakt, umowa na opiek? domow? dla pacjentów w terminalnej fazie choroby nowotworowej. Obecnie umowy takie podpisane s? ju? z gminami Mokotów, Ursynów, ?ródmie?cie. Fundacja swoim zasi?giem obejmuje tak?e cz??? Ochoty. Zgodnie z umow? fundacja ma obowi?zek po?wi?ci? oko?o 15 godzin na miesi?c na statystycznego pacjenta.

Za najdziwniejszy rachunek nawet zwrócili

Koszt opieki nad pacjentem domowym oscyluje w granicach 130 -140 z? miesi?cznie. Koszt pobytu w hospicjum 100-120 z? za dzie?. ?redni okres pobytu chorych w hospicjum wynosi jeden miesi?c. Ze swojej kieszeni chorzy nie daj? nic. 70 z? dziennie idzie z podpisanych kontraktów z gmin?, reszta od fundacji. Rocznie hospicjum przyjmuje oko?o 250-300 chorych - oko?o, za wcze?nie jeszcze bowiem, aby poda? dok?adne liczby. "W czasach kiedy fundacja obejmowa?a tylko opiek? domow?, wypisywane by?y tysi?ce rachunków. Za ?ywno??, benzyn?, telefony, leki dla chorych. Gmina potem nam zwraca?a. Na ogó? na rachunku nie by?o wyszczególnienia co ile kosztowa?o, tylko ?e artyku?y spo?ywcze i obok suma. Jeden raz trafi?o si?, ?e kto? w sklepie wypunktowa? zakupy:... papierosy i piwo. Bali?my si?, ?e to nie przejdzie, ale taka by?a ostatnia wola pacjenta. By? rze?biarzem, wkrótce mia? umrze?. Przed ?mierci? chcia? jeszcze jedynie napi? si? piwa i zapali? ostatniego papierosa. Na odwrocie rachunku napisali?my ostatnia wola pacjenta i... zwrócili" - przypomina dr Szaniawski.

Na tablicach przy wej?ciu 300 nazwisk i 200 nazw firm, które przyczyni?y si? do budowy hospicjum. Co miesi?c na konto fundacji wp?ywa oko?o setki drobnych darowizn. "Zawsze przesy?amy podzi?kowania. Cz?sto wi?cej kosztuj? znaczki i koperty ni? wynosi?a warto?? samej wp?aty, ale nie o to przecie? chodzi". Ludzie p?ac? ró?nie - po pi??, dziesi??, czasem pi?tna?cie z?otych. "Dostali?my kiedy? nawet darowizn? od Polskiego Zwi?zku By?ych Wi??niów Politycznych - 174 z?. To naprawd? pi?kne" - mówi prezes. Powy?ej stu z?otych rzadko kto wp?aca. Czasami zamiast kwiatów na grób ludzie daj? pieni?dze, czasami zapisuj? jakie? pieni?dze w testamencie.

Pani Maria Glegolska

Pani Maria Glegolska, sama chora na raka zorganizowa?a kiedy? "?a?cuszek gor?cych serc", napisa?a list do "Gazety Wyborczej" i zebra?a pieni?dze dla dzieci g?oduj?cych w Starachowicach. Pisa?a, ?e ma raka i umiera. Tak j? poznali w hospicjum, powiedzieli, ?e dzieciom pomóc nie mog? ale jej tak. Odmówi?a, wzburzona nie chcia?a ?adnej pomocy, wr?cz przeciwnie sama wp?aci?a na konto fundacji 100 z?. Potem sta?a si? jednak pacjentk? hospicjum, ale domow?. I tak ju? od kilku lat. Pacjentka, a jednocze?nie jedna z najbardziej oddanych sprawie osób - dzwoni?a, pisa?a, to ona namówi?a prezydentow? Kwa?niewsk? do pomocy. W "GW" napisa?a "Ja jestem w stanie terminalnym - je?eli do?yj? ko?ca roku to b?dzie dobrze. Ale wiem, jak si? cierpi b?d?c nieuleczalnie chorym. Dlatego prosz? o zapewnienie tym ludziom warunków godnej ?mierci. Podobno ostatnie ?yczenie skazanego na ?mier? powinno by? spe?nione...". Takich s?ów nie móg? u?y? nikt inny, jak tylko osoba chora ...i ona to zrobi?a.

Kobiety, samochody i wino

Na rzecz fundacji organizowano ró?ne imprezy. Aukcje obrazów, bi?uterii, przedstawienia teatralne... "W?ród osób, które najbardziej pomagaj? s? chyba kobiety. Dzi?ki nim hospicjum mo?e w ogóle istnie?" - mówi Szaniawski. Najpierw by? koncert laureatki Konkursu Chopinowskiego w Filharmonii. Wyst?pi?a m?oda japo?ska pianistka Rika Miyatani, a organizacj? zaj??a si? Rada Polek. Za wp?ywy z koncertu zakupiony zosta? polonez. Potem przysz?a pora na Pierwszy Warszawski Klub Soroptimist International - i prezent w postaci "malucha". Jeszcze pó?niej prezydentowa J. Kwa?niewska wraz z "Porozumieniem bez barier" zafundowa?a fiata sienn?. W czerwcu '97 odby?a si? tak?e aukcja win o warto?ci kolekcjonerskiej. Pochodzi?y one z piwnic Vins Seneclauze Jana Bernarda Porowskiego. Licytowano Chateau Cheval Blanc z 1990, Vigne de L'Enfant Jesus z 1990, Les Forts De Latour z 1986 a tak?e wino papieskie (podawane Ojcu ?wi?temu podczas wizyty w Polsce) i królewskie (pi?a je sama królowa El?bieta II tak?e podczas wizyty w naszym kraju). Wszystkie zosta?y sprzedane. Du?? cz??? wykupi?a tak?e pewna kobieta. Razem za 9000 z?. Zaproponowano, aby cena wyj?ciowa ka?dej butelki wynosi?a tyle, co jeden osobodzie?, czyli 100 z?. Prowadz?cy aukcj? Malajkat prosi? "jeszcze jeden dzie? ?ycia"...

Co przyniesie przysz?o???

Problemy finansowe ci?gle jeszcze s?. Marzeniem prezesa jest, aby powsta?o hospicjum dzienne. Jest ju? wprawdzie sala przeznaczona na ten cel, nie ma jeszcze przyj?? chorych. Trzeba stworzy? ca?y system opieki nad nimi. Rozwin?? zaj?cia grupowe, zatrudni? wi?cej osób. Na to wszystko trzeba pieni?dzy i czasu. "Nie chcemy si? spieszy?. Wszystko musi by? przemy?lane do ko?ca" - mówi Szaniawski. Ma jednak nadziej?, ?e ju? wkrótce wi?cej b?dzie mo?liwe. W rejonie warszawskim w?a?ciwie istniej? tylko dwa hospicja. Jedno na Ursynowie, drugie w Wo?ominie. Razem 43 ?ó?ka. To wci?? za ma?o. Swoj? opiek? obejmuj? one bowiem a? trzy miliony mieszka?ców, z których ponad pi?? tysi?cy rokrocznie umiera na raka. Wed?ug norm WHO ?ó?ek powinno by? ponad 100. Mo?e kiedy? osi?gniemy i ten rezultat, zawsze trzeba mie? nadziej?...

Pawe? Walicki



--------------------
tylko dzisiaj jest dzisiaj..carpe diem
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Jolar
21.03.2009, 18:49
#2


Guru na forum


Wspiera forum
1,270
9-11 07
Mazowsze
109
Numer GG: 6178287



Dzi?ki Mamotku za artyku?... temat bardzo smutny, ale niestety dotyczy? mo?e ka?dego z nas.... (IMG:style_emoticons/default/cool.gif)
To dobrze, ?e s? takie miejsca, gdzie cz?owiek przed "ostatecznym rozstaniem"... mo?e by? cz?owiekiem... i godnie zmierza? do "krainy szcz??liwo?ci" (IMG:style_emoticons/default/happy.gif)
Wiem,?e hospicja borykaj? si? z problemem finansów... mo?e dobr? inicjatyw? by?oby "podrzucenie" kont niektórych hospicjów... lista na pewno jest d?uga, ale mo?e...przys?owiowa z?otówka....zdzia?a? wiele, (cho? na pewno nie cuda (IMG:style_emoticons/default/rolleyes.gif) )... Od "ziarnka do ziarnka".....


--------------------
L?k nie mo?e istnie? bez nadziei, ani nadzieja bez l?ku.
— B.Spinoza

Go to the top of the page
 
+Quote Post

Reply to this topicStart new topic

 

: · ·

· · ·

: 29.03.2020 - 6:55